Forum Fanatyków Fantastyki » Blog Archive » Przyprostokątna literata #1: Samotność

Siedział na ławce, tak jak setki razy wcześniej. Lata mijały, a czas płynął swoim naturalnym biegiem. Młody mężczyzna siedział nieruchomo i spoglądał na ludzi spacerujących w oddali. Było lato, a ludzie, jak to latem, byli szczęśliwi ? ale on nie był. Czas płynął, a on wciąż nie znalazł celu swojego życia. Setki, tysiące razy rozmyślał nad odpowiedzią na bardzo proste, a zarazem trudne pytanie: ?Dlaczego żyję? Dlaczego chodzę po tym świecie??. Mężczyzna, choć wyglądał młodo, w rzeczywistości był bardzo stary.

Wstał i ruszył ścieżką w stronę starej, opuszczonej fabryki stojącej w pobliskim lesie. Gdy już do niej dochodził, zauważył, że na dachu ktoś stoi. Zatrzymał się i, mrużąc oczy, spojrzał na tę osobę.

Był to, na pewno! nastolatek ubrany w czarne ubranie. Stał na krawędzi i, jakby się modląc, bujał się to w przód, to w tył. Mężczyźnie przez umysł przewinęła się myśl: ?idź i pomów z nim!?.
Tak też zrobił.

Przeszedł przez plac i wszedł do budynku przez stare, zardzewiałe drzwi. W opuszczonej hali nie było nic prócz gruzu i jakiegoś graffiti na ścianie, ale gdy młodzieniec zamykał oczy, słyszał rozmowy pracowników i dźwięki maszyn.

Wszedł szybko na dach. Spojrzał w prawo, gdzie na krawędzi stała postać. Ruszył w jej stronę; i w tym momencie ta odwróciła się.
Okazało się, że na skraju dachu stoi czarnowłosy chłopak, w okularach i z wyjątkowo piegowatym nosem.

- Nie podchodź! ? krzyknął.
- Spokojnie, chcę tylko pogadać… ? odparł mężczyzna, zatrzymując się. ? Jak masz na imię?
- Tom. ? odpowiedział tamten, spoglądając to w dół, to na nieznajomego. ?   Wiem, po co przyszedłeś, ale nie uda ci się.

Nieznajomy skierował swoje kroki w stronę beczki, która stała pod ścianą, i usiadł na niej. Spojrzał na Toma i pokiwał przecząco głową, patrząc na mały guzik leżący obok beczki.

- Skąd wiesz, po co przyszedłem? Może przyszedłem tylko popatrzeć? A może jestem śmiercią, która czeka, aż zrobisz jeden krok? A może jestem aniołem, który przyszedł po ciebie, aby zanieść cię do nieba? – powiedział, a w jego oczach było coś dziwnego, wręcz nadnaturalnego…
- Ta, jasne! Nie ma aniołów! I nie ma Boga! ? krzyknął Tom i odwrócił się do krawędzi.

Nagle Tom poczuł coś dziwnego w swej głowie. Setki obrazów i miliony słów zaczęły mu się przez nią przetaczać. Zakręciło mu się weń i zrobił krok…
…krok w tył, na solidny grunt. Spojrzał w stronę beczki, ale nikogo tam nie było; mężczyzna siedział na krawędzi kilka metrów obok niego. Przestraszył się i cofnął jeszcze trochę, po czym szybko wskoczył ponownie na krawędź.

- Jak to zrobiłeś? Kim jesteś? ?  krzyknął przerażony.
Nieznajomy spojrzał na niego, a raczej w jego oczy; było w nim coś ?innego?. Jego spojrzenie wydawało się przenikać Toma.
- Ja? Nikim. ? odparł i znów spojrzał w dół, na stare pręty. ? Jeśli skoczysz na nie, nieźle się poharatasz.
- A co cię to obchodzi?! I jak to zrobiłeś, że siedzisz kawałek ode mnie?
Nikt wziął w dłoń garść pyłu zmieszanego z piaskiem i spojrzał na Toma.
- A jak ty to zrobiłeś, że zebrałeś w sobie tyle odwagi, aby stanąć ze swoim życiem na krawędzi i być gotowym do skoku? ? Mówiąc to, rozsypywał proch, powoli, w taki sposób, aby ostatnie ziarna porwał wiatr z jego ostatnim słowem.

Tom, nie wiedząc, co zrobić, zebrał się na odwagę i odwrócił się znów w stronę krawędzi. Zamknął oczy i przechylił się lekko w przód. Nagle w jego umysł uderzyła myśl: ?Życie to dar, a darów nie wolno wyrzucać do kosza, jak śmieci… Należy je przeżyć, niezależnie od tego, jakie by ono było: gorzkie, niesprawiedliwe, bolące czy stęchłe…?
Otworzył oczy, ale było już za późno: czuł jak spada, widział już zbliżającą się ziemię ? ale nagle coś go złapało. Za ramię. Spojrzał w prawo i zobaczył, że stoi na krawędzi, a nieznajomy trzyma go za ramię.

Tom cofnął się z powrotem na dach i zaczął płakać. Mężczyzna cały czas stał nad nim i patrzył na niego. Tom, gdy tylko się wypłakał, wstał i bez słowa ruszył w stronę schodów. Nikt zdążył dostrzec w jego oczach jeszcze coś, co można by nazwać podziękowaniem. Wiedział, że Tom przeżyje swoje życie.

- Dlaczego nie pozwoliłeś mu skoczyć? On chciał tego bólu; bo obaj wiemy, że by nie zginął.
Spojrzał w prawo, gdzie stał łysy mężczyzna w czarnym płaszczu, który pojawił się tam nie wiadomo skąd. Było upalnie, ale on był ubrany wybitnie zimowo. Nikt usiadł bez słowa na krawędzi i spojrzał na odchodzącego Toma.
- Bo czasami, żeby kogoś uratować, musimy tego kogoś skrzywdzić.
- Skrzywdzić? A jak ty go niby skrzywdziłeś? Co jest gorszego od śmierci? – zapytał łysy.

Nikt zamilkł, wziął głęboki oddech, po czym otworzył oczy i wstał ? ale nie ruszył się z miejsca.
- Bo gorsza od śmierci jest tylko samotność… – wyszeptał i, rozpościerając ręce, przechylił się w przód…

~Skreng